Być lekarzem
Kochanie , czy mógłbyś może zostać moim lekarzem? - Nadwornym? - Nie dworuj sobie ze mnie. - Rozmowa z tobą jest jak palisada Myszko. - Mam już zawroty głowy od Twoich ciągłych zagadek Jezu. Mam... - Kłopoty? - Owszem. Czy znowu ich sobie sama napytałam? - Nie. Tym razem nie. Dziś na modlitwie sobie o nich pogadamy. Masz ochotę? Bo jeśli nie? - Nie mam. Naprawde nie mam. Zawsze starałam się trzymać Cię od nich z daleka. - Nadszedł więc czas,aby zerwać tę ułudę. Przecież Ja o nich wszystko wiedziałem. Nie chciałaś, abym cię leczył. - Nie chciałam abyś wziął sobie za żonę kobietę roprawiającą tylko o chorobach. - Za dużo się tego narobiło. Ja tylko zawsze Chciałem ... - Za dużo w tym było rozsądku. Nie chciałąm abyś myślał, że moja miłość jest taka ułożona. - Lepiej bym myślał, że jest lubieżna? - No nie. Coś BYm wymyśłił krasnalku. Czemu? Tak Mógłbym pytać i nie chciałbym uzyskać odpowiedzi. - Ha, ja pierwsza wymysłiłąm pytanie : "dlaczego"? - I co ci odpowiedziałem? - Jeszcze nic jak do tej pory. - I ty tak cierpliwie na to czekasz? - Jestem wrogiem doktryny. Ja prędzej - Prędzej co? - Prędzej jestem w tym gmachu niesubordynacji . - Aha, i myslisz, że Mnie nie stać na takie pytanie? - Miałąm powiedzieć, że wobec Ojca nie, ale ja włąściwie niewiele o tym wiem. - Zakładam się. - Że? - Że nie wiesz. - Jesteś pewien wygranej zakłądając się, a więc jest juz twoja. - Nie spieraj się. - Nie spieram się. - Powinnaś więcej pisać. Więcej. Stamnowczo więcej. Zdejmie ci to z ciebie wielki ciężar. - Twierdzisz,że nie Mogę ciebie udźwignąć? - Wydaje się , że .. - ...że, ? - że, Mogę. - ha, ha

******************************************************************************************* - Myszko, czy ty Mnie dobrze słyszysz? - Nie bardzo.. -.......................................................... - Myszko, nie Będę mógł mówić do ciebie, jeśłi nie bęziesz chciałą Mnie słyszeć. Jesteś jeszcze młoda kochanie. - Tak, ale te wszystkie rzeczy odcisnęły na mnie piętno. - Jakie piętno kochanie? Jesteś taka malutka w Moich ramionach.. - Jak kaczuszka. Żółciótka, nieopierzona kaczuszka. - Wymagasz ode Mnie więcej. Wciąż więcej. No dobrze. Cóż. Czy mam mieć wynaturzone kształty? - Jak kornik? Nie kochany. Niczego bym tak bardzo nei zniosłą, jak Twoje zakapturzonej mowy. - Czyli Jestem jak kat w czerwonym kapturze i Mam ręce cały czas oparte o topór? - ..................................... - Zaskoczyłęm cię? - Mam juz dość cmentarzy. - Przecież chciałaś umrzeć. - Nie tak. - Czyli jak? Śmierć jest jednakowa. To zniszczenie.. Przekształcenie materii w niebyt. - TY też... - Nie Myszko, nie pozwolę ci się wyśliznąć. Rozmawiamy przecież o tobie. Zawsze o tobie. - Liczy się perła,a nie łzy perłopłąwa? - Włąśnie. CHoć. To zależy . Jeśłi założyć, że perła to ty, a łży to twoje poświęcenie? Nic nie trwa wiecznie. ......................................................

- Nie , Myszko, z wyjatkiem Mojej Miłosci do ciebie. - Ja mam agonię wypisane na twarzy, w moim prawym oku. Przez nie wyziera na świat zniszczenie, prawo, sprawiedliwość. - A w lewym oku? - W lewym jest miłość, skrajne poświęcenie, szaleństwo miłosci pociągnięte do granic absurdu. - Więc, Myszko.. - Ja Cię kocham Jezu. - Ja chcę wiećej od ciebie. Nie pozwolę ci tak zniknąć. - Chcesz więcej, to przyjdź i weź.............................. - Nie wezmę. Nie. Cierpliwości. - Mam przejść przez wszystkie fazy cyklu? Ja wyszłam z cyklu. - Myszko! Kochanie... - Cóż masz dla mnie poza cierpieniem. - Otwieram przed Moje serce. To nie dość? - Ależ ja jestem zbyt łasa na Twoje serce, pragnę go całą duszą, głoduję, skamlę, przychodzę prosić, błągam, leżę przed Twoim Krzyżem. Zwariuję przez Ciebie. Nie chcę takiej miłości. Nie chcę. Zrozumiałem. Nie mogę tak dalej żyć. - Myszka! Nie dam ci krzyża większego, od tego, który potrafisz nieść. Jeśłi o Mnie chodzi, nei dałbym ci Go wcale. Po co? Ty już przeniosłaś wszystkie krzyże. Po krzyż zapomnienia włącznie. Nie wracajmy do tego. - Chcę się uspokoić. - Tego ci nie mogę ci obiecać Skarbie. - Więc uspokoję się sama. - Nie Chcę tego oglądać. Kiedy przyjdziesz pić? - Czy możesz mnie unieść? Mnie, mój krzyż? - Czy mogę? Będzie to dla mnie zaszczytem. Nieść Twój krzyż? To dla mnie skarb. Jezu.. - Słucham . - Zaufałąm Ci.

- WIem kochanie. WIem. WIem. Już dobrze. Moje, moje kochanie... - Nie znajduję nigdzie i u nikogo ukojenia, Jezu. Przestaje mi wystrczać i msza i modlitwa. - Wiem kochanie. - Słowo "cała jestem głodem" kiedyś mnie śmieszyło, teraz jest to słowo o mnie. Przechodzę przez wszystkie możłiwe stopnie szaleństwa. Gdzie dojdę? Gdzie jestem? Czy mój mózg ma jeszcze granice rozsądku? Nie wiem, co mówią, co wygaduję, śniszMI się w każdym słowie. Nie...mów MI nic więcej. - Mam rozstępy duszy. - WIem Myszko, już dawno ci o tym mówiłem. To wszytko dlatego, że nie piszesz. - Mogłąbym pisać godzinami. - Więc dlaczego nie piszesz? Nie szkoda ci przecież papieru? - Słyszałąm niedawno zdanie, że trzeba oszczędzać papier, bo mamy kryzys. - Nie mów bzdur. - Naprawdę. - Myszko, to żart. Na pewno to żąrt. - Jezu, nie mogę już dalej. Nie wiem, co będzie. - Nie martw się Myszko. Ja juz się wszystkim zająłęm . Nie płacz tyle. Jeśli już musisz to Mnie w "rękaw". Chcę "mieć" wszystkie twoje łzy. Czyli tyle ile będzie ci potrzeba. Mam nadzieję, że jasno spojrzeć Mi w oczy i oboje będziemy się śmiali, z radością , bez oglądania się na łzy. - Kiedyś w ogóle nie mogłąm płąkać. - I teraz ci tego nie życzę . Płąkać też nie jest lekko - Nie jest. Kiedyś i każdą łzę, którą miałąm uronić, roniłam nad Tobą. Nad Twoim umęczonym ciałem. Nigdy nie płąkałąm nad sobą. Ani razu. Ani nad sobą, ani nad mężem, ani nad żadnym dzieckiem. Tylko Ty mnie wzruszałeś. Ty Jesteś jedynym moim początkiem. To się tyczy wszystkiego. - Na dzisiaj już dosyć łez . Nie chcesz chyba, abym Ja sie rozpłąkał?
- Tego bym nei zniosła. - No! Tak już lepiej. Zjedz sobie. - Odeszłą mi ochota do jedzenia. - Nic dziwnego. Ale proszę- zjedz. Zjedz dla Mnie. Proszę. - No dobrze. -





Komentarze