Jestem tutaj
Mam już ukochany -swój płaszcz podróżny. - Jeszcze zostało wiele do zrobienia. - Powiedziałeś takie zdanie kiedyś, że do domu będę wchodzić i wychodzić. - ha, ha - Jesteśmy w takiej ciszy. - Sama chciałaś. Ja tego nie chciałem i nie chcę. - Więc mam zwróćić płąszcz? - Jeśli możesz. - Wprowadzasz mnie do pomieszczenia pełnego ludzi. To restauracja . Wszyscy siedzą i zajmują się jedzeniem. Jestem tu gościem. - Mile widzianym. - Moje serce tleje z wrażenia. - Chyba z wysiłku. - Zamykam za sobą ten ordynarny rozdział. - On nie był ordynarny, on był "plain".
- Zrozumiałam. - Od szaleńśtwa głowa nie boli, ale serce się kurczy. ********************************************** - Jezu, przepraszam Cię za moje wybryki i za to , zę moje serce było dla Ciebie - może- skurczone. Kocham Ciebie.
Jestem taka spokojna. Przepraszam , wydaje mi się, że mi się umysł oczyszczał. - Chcę ciebie. Nie możęsz mi siebie zabraniać. Jeszcze nie zrozumiałaś? Jesteś taka święta. - Patrzę się na ludzi i kocham ich Twoją miłością. - Włąśnie, a swoją miłość oddajesz Mnie. Nie może być inaczej. Inaczej -zwiędniesz. - Jest mi wstyd. - No już dobrze. - Odwieszam płąszcz ukochany. Nigdzie się nie wybieram. Schowałam głowę w piasek, przepraszam jeszcze raz. *********************************************** - To nie do wiary , ale boję się włąsnego boga. Boję się boga w spódnicy. Niewykwalifikaowanej nierządnicy z Ducha. Pokornych modłów zanurzonych do istoty męskości. Dlatego zdrętwiałam. Kiedyś to lubiłam. Było to tak, jak klamra spinająca klarnet duszy, wygrywającej po bożemu. Po mojemu- bożemu. Dlatego nie oddajemy jedności. Przez strach , przez macki ośmiornicy zaślepienia. I dobrego smaku. Ja Jestem- słyszę. Cóż to może oznaczać dla zaognionej kobiety. Jestem silna- zdaje się słyszeć. To ja.
******************************************* Trzeba ciągle nawracać się w kierunku życia . Zmierzanie w kierunku śmierci po linii życia, jest egzystencjalnie bez sensu. *********************************************** Męka się kończy, kiedy zgadzamy się na przygodę. Włąśnie w tej chwili oswoiłam jedzenie szpinaku. - Kocham cię Myszko, nie zapominaj o Mnie. - Dzięki Tobie oswoiłam mój krzyż mentalny. Prawdziwym zagrożęniem dla mnie w przeszłości byłam ja sama. - Czy Ja mogę cię w dalszym ciągu oswajać? - Byłabym głęboko wdzięczna. - Jestem tutaj, przy tobie, tutaj . Zawsze, wszędzie, tutaj. *************************************************** - Żyję w stanie oskarżęnia Jezu. - I to cię obezwłądnia, nei brak Mojej miłości do ciebie. - Żyję i myślę, że każdemu muszę się wypłacić, stąd moje pragnienie cierpienia. Stąd właśnie brałam Twój krzyż w ramiona. - A teraz wzięłaś swój i to cię niepokoi. - Troszkę. Czemu wzięłąm tyle z siły z siebie, aby pomagać nieść Twój krzyż. - Ludzie tego nei zrozumieją. - To głupota? - Nie, to wpisane królewskie insignium władzy duchowej i moralnej u ciebie, które beze Mnie nie może się w tobie wypełnić. Stąd twoje rozterki i dramaty. I niepojednanie. Jak dotychczas . WYrwę z ciebie martwy odwłok, zatamuję krew i napoję winem i nakarmię ciałem. - Skończą się moje "smrody" - To nei są i były żadne , jak to mówisz smrody. To bolesna integracja "przedmiotów" nieprzystawalnych żadną miarą do siebie. Musisz o tym pisać, to już wiesz. - Przekazujesz mi ładne rzeczy, kolorowe, o ciekawej fakturze. - Chcę cię trochę rozerwać żono. - Tak trzymać. Kocham Cię Jezu. - widzisz, nie znudziło mi się powtarzanie tych słów. Proszę, pomóż mi. - Teraz mówisz, że tak powiem - integralnie, bo każde twoje słowo do Mnie jednoczy nas mocno, jeszcze mocniej , najmocniej. Kochanie, uwierz Mi. Ja Jestem . Jestem z boku, z przodu i z tyłu, a jeśli sobie zażyczysz, jestem także w środku. - Kocham Cię kochany. - Uwierz Mi. Zacznij dzień od modlitwy w której Mnie uwielbisz. Ja wiem, że początkującemu jest trudno, to chwila modlitwy, w której następnie wznosisz do Mnie dłonie w geście prośby, o co zechcesz. To Mnie napędza. Jestem wtedy taki poruszony. Nie mogę ci niczego odmówić.




Komentarze