Potężny proces
- Mariola Szyszkiewicz
- 11 godzin temu
- 2 minut(y) czytania
-Poniosłam klęskę. Stajesz się obcy. Martwy. Twoje ciało jest martwe. Któż by mógł ożywić Twoje martwe ciało? Nawet nie widzę drzewa krzyża. Wszystko jest skończone.
Wyszłam z tego z kupką popiołu w ręku. Sama jestem popiołem. Spaliłąm się. Amen. Na wieki. Nie mogę się już dłużej Tobą karmić. Nie jestem juz młoda i nigdy nie będę. Mam odwieczny, starczy organizm. Uschłam. W moich żyłach nic nie krąży. Jestem odwiertem sprawiedliwości. Usidloną kukłą. Nie sprawdzam się i nie sprawdzę- w przyszłości.
O ile jest jakaś przyszlość- kulą w płot. Naginam się niepotrzebnie.
Z mojej miłości nic nie wynika.
To jest tragedia Wielkiego Piątku. A ja już to widzę to teraz.
I nawet nie jest mi przykro. Widzę to. Mam dosć cierpienia.
To ono mnie tak wypala. Pojmuję to w lot.
Dla grzechów dziecińśtwa.
Stałam się kobietą. Musiałam. Tak to wyszło.
Z mojej drogi nici.
Czarny heban Twoich stóp. ,To śmierć w Twoich dłoniach.
- Wygramy Myszko.
- I łza w moim oku.
- Teraz do Mnie przychodzisz.
Przypomnij sobie co ci Mówiłem.
- Że mam odpoczywać.
-Tak, i co jeszcze?
- Że mam do Ciebie przychodzić
- Jezu, nie mogę być "na etacie" w kościele.
Czuję spokój.
Jestem zmęczona, wycieńczona
- Ukoję ci główkę.
- Całe ciało wymaga ukojenia.
- A dusza?
- Dusza się wciąż Ciebie trzyma.
- Weźmiesz podarek Myszko? Nie będziesz juz więcej martwa.
Czy się zgadzasz?
- A cóż to takiego?
- Najpierw powiedz, że się zgadzasz.
- Przyjmuję .
- To woda sodowa, woda gazowana, woda z bąbelkami, nazwa jak wolisz.
- I co mi to przyniesie?
- Zobaczysz.
- No dobrze2.
Nie chodziłam do kościołą, żeby ludzie nie gadali. - ALe i tak gadają.

-











Komentarze