Twarz Marilyn Monroe
Twarz Marilyn Monroe na podświetlanym, olbrzymim bilboardzie , na szczycie ogromnego wieżowca. - Tak, mamy kontakt Myszko, niech cię to nie dziwi, pisz, Dziewczyno! - A teraz wielka cisza... Coś wyjęło z mojej duszy ... Ogromny wieżowiec w końcu ulicy. Tonie w mgielnej poświacie. Jest tak daleko, Jezu, trudno mi pisać, . Kobieta, szczupła, skąpo odziana , jakby w coś z lamparciej skóry, piękna, wysoka, z burzą długich, czarnych włosów. Ona z kolei jest w puszczy, w dżungli. Ma łuk przewieszony przez siebie, na plecach kołczan ze strzałami. Oto wyciąga jedną z nich, ustawia na łuku, napina cięciwę, mruży oko , namierza cel. Wystrzela. Strzała leci , szybko pokonuje przestrzeń. Uderza. Trafia w głowę. W łysinę. To mężczyzna. W średnim wieku. - To ostateczny termin. - Mam zablokowany umysł. - Nie masz nic zablokowanego. Będę ci wszystko pokazywał.

Ewangelia wg. św. Jana Jezus i Samarytanka " Lecz kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nigdy już nie będzie pragnął. Woda, którą ode Mnie otrzyma, stanie się w nim źródłem wody PŁYNACEJ ku życiu wiecznemu" - Po prostu jesteś nakarmiona. Masz wrażenie, że się odłączasz? - Tak. - To po prostu zwyczajny ruch, nic groźnego. Między nami nic się nie zmienia. Boisz się, że nei biegnę wobec Ciebie wystarczająco szybko.? - To nie to. - A co? - Głód zanika, a są sprawy, które się piętrzą. - Boisz się, że pragnęłaś Mnie jedynie swym głodem? - Właśnie. - Nie niepokój się. Pierwsze kroki są trudne dla każdego, nawet dla Mnie- były. Mamy czas. Będziemy penetrować zakamarki umysłu. Więc Ja stanę się dla Ciebie sztuką, twoją sztuką, tym, co cię otacza, a także sztuką użytkową- pięknym krzesłem, gdy nogi bolą, poduszką, która chłodno opatula rozpalony policzek, będę cię trzymał za ręce. Daj Mi się wykazać. Mam sto sposobów i jeden dla zainteresowania sobą swojej małej oblubienicy. Zobacz, oto stajesz się ziarnkiem piasku w mojej dłoni, Otaczam cię swoją dłonią. Czy to nie wystarczy? Czy nie wraca ci spokój? WIęc pokonamy ruch w ten sposób. - Jestem gotowa.

- Nie jesteś jeszcze gotowa. Może mentalnie, jako owoc naszego związku, ale motorycznie jeszcze jesteś słaba skarbie. Cała twoja dotychczasowa, duchowa egzystencja była wynikiem sinusoidalnej, a więc wielce wyczerpującej , egzaltowanej współpracy z Moją duszą z Moim sercem. Nie mogę cię tak wypuścić "w przestworza", nawet jeśłi umiesz latać. Jesteś stworzonkiem delikatnym, nie możesz się forsować.
Nie mówiąc o tym, że obiecałaś Mi, że będziesz więcej odpoczywać i nie dotrzymałaś słowa.
Pracujesz jak szalona.
A jednak chcę spróbować. Nie twierdzę, zę już wszystko umiem, żę do końca umiem się w tym poruszać. Nie jestem szalona, wiem, o swoich słąbościach. - ALe czy wiedzą inni? - No cóż, wszyscy przeszli ze mną już niezły galimatias , więc odrobina zawirowań juz nei zaszkodzi. Zauważyłam nawet, że to czasem oczyszcza atmosferę, ale i niszczycielska siła we mnie działa na otaczajace mnie jednostki. - - jednostki jak zapora. Ludzie usiłują mnie przygniatać swoim obrazem rzeczywistości, abym wreszcie zrozumiała swoje "urojenie" , żebym zobaczyła "prawdziwy" świat, "realny". Czyli świat, w którym nie ma Twojego serca Jezu. Kiedy reaguję smutkiem, przygnębieniem, wtedy uważają , że wzrasta mój "krytycyzm", czyli, że wracam do zdrowia. - Surrealizm? - Czystej wody. Cóż zatem jest prawdą? Nie mam na to gotowej odpowiedzi. Zakłądałam istnienie błędu w mojej logice, w mojej logice w moim rozumowaniu . ALe czy bycie Bożym szaleńcem, mieć Ciebie Jezu przed oczami, wierzyć w Ciebie jest bardziej bałąmutne niż bycie alkoholikiem, narkomanem, czy bardziej bałąmutne, niż popadać w depresję na skutek pesymistycznego oglądu rzeczywistości, gdzie liczy sie tylko samotność i alienacja, przygnębienie, brak spotkania z drugim człowiekiem - I tak nie możesz się z nikim spotkać naprawdę. - Spotykam się z Tobą Jezu. Ty jesteś moim chlebem powszednim, pochłąniasz moją złą energię, przestaję być agresywna, wypływam na powierzchnię wody, mogę zaczerpnąć świeżego powietrza. Przestaję być nikim, bo jesteś TY - moje odniesienie. Jeśli to tylko gra umysłu, gra słowna, to, czy to, że jest to część umysłu, - nawet chora, czy nie jest to gra warta świeczki? Nawet taki umysł - jest to jego częściowa prawda. Prawda, która potrafi może pochłonąć, ale także taka, że uwalnia moją przyjaźń- przyjaźń do mnie , do istoty, która nei zajmuje nikomu miejsca, jest pożyteczna i nieszkodliwa. - Jej aspołeczność oddala się. - Tylko Ty możesz mi to wyłożyć Jezu. Ty możesz powiedzieć mi wszystko.. - Twoja diaboliczność ucieka. - W podskokach. - Jest jakieś rozwiązanie? - Jest. Od początku jest i było to po prostu zaufanie. Nie uważam, że Ciebie nie ma przez fakt, że na świecie panoszy się zło i gwałtowność. - Już ciebie nie ma. - Jesteś tylko TY - Jezu. - Nie bądź wulgarna. - Nie jestem. Nie będę. Nigdy nie byłam. - Oto jest coś, w co nigdy nie wątpiłem. Że moja myszka odnajdzie w sobie talent krasomówczy. - Mogę tak mówić jedynie do Ciebie Jezu. - TY też Myszko możesz MI powiedzieć wszystko. - Cały czas wydawało mi się, że tak muszę zaangażować scenę, tak muszę się przygotować , jakimś akcentem, czymkolwiek, byle czymś z najwyżśzej półki, aby zapobiec atakowi agresji wobec mnie. A z drugiej strony nigdy nic nie zrobiłąm wystarczajaco dobrze, bo zawsze z wyższością można było stwierdzić , że można było lepiej. I miałam to na bieżaco udowodnione. Nigdy nie było dobrze.

Ogarnia mnie na to wstręt. Ile trzeba było zaangażowania, aby w tym wszystkim uczestniczyć. Ani krztyny przyjaźni, i to wszystko pod płąszczykiem ukłądności - bo co ludzie powiedzą. Boże! O Bogowie, trucizny.... - Ha, ha .. Nie teatralizuj ! - Masz rację, powinnam się z tego wcześniej zacząć śmiać, zamiast tak długo brać udział w takiej farsie, Nie muszę być z tym życiem w przyjaźni . Mogę się z tego zupełnie łątwo ogołocić. - Ja Jestem.




Komentarze